poniedziałek, 14 października 2013

Kubkofob zapomina o kubkach: Miyavi w filmie!

Istnieją rzeczy, przed którymi skomentowaniem nie da się powstrzymać. Kubkofob właśnie miał z takową do czynienia. Otóż, moi mili kubkofobiczni czytelnicy, Takamasa Ishihara, znany jako Miyavi, zagra w filmie! I to nie byle jakim, ale reżyserowanym przez Angelinę Jolie. Dawno nic tak nie poprawiło kubkofobowi humoru.

Dawny wygląd Miyaviego - którego kubkofob wciąż nie może wyrzucić z głowy - raczej nie wpłynął na wybór go jako kata głównego bohatera.
Przynajmniej kubkofob ma taką nadzieję. Wielką. 


Kubkofob od razu pragnie zaznaczyć - nie wątpi w umiejętności aktorskie Meevy. Chociaż dobrze, wątpi. Nawet bardzo. Wizja starego, dobrego Meevy odgrywającego ohydnego, spaczonego antagonistę wywołuje naturalną reakcję obronną jaką jest śmiech. Nawet zauważając gigantyczną zmianę wizerunku, która zaszła w przeciągu trzech-czterech lat. O pewnych rzeczach - takich jak stos kolczyków, zachowanie godne "dziecka szczęścia" i sesji w kąpieli - po prostu nie da się zapomnieć. Pozostaje wiara w to, iż kubkofob nie przypomni sobie o nich w trakcie jakiejś wyjątkowo dramatycznej sceny.


Wbrew pozorom kubkofob nie ma nic przeciwko TAK wyglądającym antagonistom.


Nie to jest jednak najśmieszniejsze. Zawarta w filmie historia zdarzyła się ponoć naprawdę i jest bardzo, ale to bardzo brutalna. WSZYSCY Japończycy przedstawieni są jako bezwzględne, pozbawione jakichkolwiek ludzkich odruchów maszyny. Jak powszechnie wiadomo ten naród "niezbyt" przepada za ujawnianiem grzechów przeszłości (kubkofob pragnie przypomnieć niedawne zamieszanie z koreańskimi burdelami), więc jakim cudem ktokolwiek o tej narodowości zgodził się w tym zagrać? Kubkofob prawdopodobnie w tym momencie z powrotem zacząłby szanować pana Miyaviego, gdyby nie nazwisko reżysera - Angelina Jolie. Za takie pieniądze, jakie ta kobieta jest w stanie zaoferować, nawet premier Kraju Kwitnącej Wiśni nie miałby większych problemów z zagraniem.
Z drugiej strony kubkofob jest bardzo ciekawy reakcji Japończyków. Od kilku lat Ishihara bardzo starał się nie podpaść lokalnej społeczności, rezygnując z dotychczasowego wizerunku, a teraz... Może nie powinien oczekiwać jakichś monstrualnych protestów - mimo wszystko tak zorganizowanemu narodowi szkoda byłoby tracić czasu, który można poświęcić na PRACĘ - ale społeczne potępienie wydaje się być wręcz oczywistą konsekwencją.
Kubkofob na nowo odkrywa, czym jest interesowanie się tym muzykiem. Szkoda tylko, że nie z powodu jego dokonań muzycznych. Niestety, o nich już dawno wszyscy zapomnieli.


Nasuwa się jeszcze jedno pytanie - czy Miyavi zrezygnuje z kariery muzycznej?
Kubkofob wolałby, by pozostał tam, gdzie jest i nie sprawił, że będzie musiał go przedstawiać jako kubek bez gitary. 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Czy istotne jest to, z czego kubek jest zbudowany? - Operacje plastyczne

Kubkofob w ostatnim czasie obserwuje dziwne zamieszanie wokół operacji plastycznych. Polacy, Koreańczycy, Amerykanie - wszyscy mają na ten temat coś do powiedzenia (kubkofob nawet prowadził konwersację właśnie o tym z jakimś absolutnie przerażonym rozmową z dziewczyną Somalijczykiem). Jak się okazało, ponad 50% społeczeństwa ma coś przeciwko. I nie chce dyskutować, tylko po prostu "coś im się w tym nie podoba".
Większość znajomych kubkofoba także nie lubi operacji plastycznych. Nawet bardzo. Argumentacja, jaką się posługują, niezbyt przekonuje kubkofoba, ale na wszelki wypadek ją poda.
Znajoma numer jeden jest porządnym dzieckiem z rodziny katolickiej i twierdzi, że są niemoralne - niezgodne z prawami od Pana danymi. Ale ta kobieta jednocześnie uważa, iż przebijanie uszu to ingerowanie w boskie dzieło, więc kubkofob nawet nie ma zamiaru z nią polemizować.
Znajomy numer dwa pochodzi z rodziny lekarzy i za bardzo ulega kubkofobicznemu sposobowi myślenia, przez co zatraca swój optymizm. Dlatego właśnie nie lubi operacji plastycznych - z miejsca zakłada, iż się nie powiodą, chirurg popełni błąd albo rekonwalescencja przebiegnie nie tak jak powinna. Inaczej mówiąc, przejmuje się wszystkimi szczegółami. Kubkofob wierzy, że da się go z tego jeszcze wyleczyć.
Znajomy numer trzy po prostu nie znosi operacji plastycznych. Bo kobiety (mężczyźni z chęcią chodzący pod nóż według niego nie istnieją) zatracają swoje naturalne piękno, stają się sztuczne; ogólnie Sodomia i Gomoria. Tego kubkofob nawet nie próbuje zrozumieć.

O ile jeszcze dwie pierwsze wypowiedzi nie trąciły idiotyzmem - Znajoma numer jeden po prostu nie akceptuje tego tak jak kościół, co kubkofob rozumie i w pełni aprobuje, bo zorganizowane, pozbawione konfliktów wewnętrznych grupy są niesłychanie przydatne - to dla kubkofoba argumentacja Znajomego numer trzy świadczy o poważnym braku wiedzy na ten temat. Albo inteligencji.
Po dłuższej rozmowie okazało się, iż obu tych rzeczy. Na żadne nie dało się już poradzić. Znajomy numer trzy wydawał się być kompletnie odporny, jak mantrę podając przykłady nieudanych operacji tego typu. Znał je, gdyż nagłośniono je odpowiednio w Internetach. Kubkofob nie ma pojęcia, czy tak trudno zrozumieć, że zazwyczaj nagłaśnia się coś, co nie jest sporadyczne? Gdyby tak wyglądała każda osoba po takim zabiegu, przecież nikt by im nie chciał się poddawać. Być może było to za trudne albo kubkofob użył za skomplikowanych słów, bo Znajomy numer trzy oświadczył, iż go nie rozumie i się obraził. Przynajmniej tyle dobrego.
Kubkofob nie rozumie też, co jest złego w sztuczności. Jeżeli jest ładna, oczywiście. Przecież to o wiele lepiej wygląda, a jeżeli taka osoba jest z tym szczęśliwa. Tym bardziej, iż większość nie robi sobie operacji plastycznych zmieniających całe ciało. Nos, podbródek, powieki... Nie są one zazwyczaj ani niesamowicie drastyczne ani przed nimi ta osoba nie wyglądała koszmarnie inaczej. Chyba że mowa o biuście. W takim wypadku kubkofob jest w stanie zrozumieć złość człowieka, który po wielu staraniach może wreszcie go dotknąć i puff!
Wróciwszy jeszcze do kwestii estetycznych, kubkofob chciałby poruszyć temat naturalności. Czy ta cecha, wychwalana przez całkowicie jej pozbawione reporterki, jest czymś dobrym? Kubkofob ma do tego ambiwalentny stosunek. Nie widzi nic złego w naturalności, ale wynoszenie jej na piedestał wydaje się być przesada. Używanie kosmetyków nie powinno być demonizowane. Tak samo operacje plastyczne, bo, powiedzmy sobie szczerze, rzadko piękności takowymi się rodzą. A brzydka dziewczyna, choćby nie wiadomo jak naturalna, dalej pozostaje brzydka i nikt się za nią nie odwróci. A za okropną, sztuczną lalunią, która śmiała dokonać tak barbarzyńskiego czynu jakim jest zoperowanie sobie biustu, odwróci się nawet Znajomy numer trzy.


Przeciwnicy mogą sobie mówić co chcą - naturalne piękno panny Koreanki jest głęboko schowane. I chyba nawet Bagger 288 nie mógłby go odkopać.


Tekst o dzieciach kubkofob mógłby zignorować, jednak zwyczajnie nie potrafi. Przypomina mu to pewną sprawę związaną z miłością chińskich mężów. Tamta sytuacja była ekstremalna. Naprawdę ekstremalna. Nie ma wielu aż tak brzydkich ludzi, więc logiczne jest to, że prawdopodobieństwo spotkania kandydatki na matkę dzieci, która zrobiła coś takiego jest niskie. Tak niskie jak możliwość przebicia sobie gardła parasolką (treści drastyczne, acz zaanimowane)
Reasumując, oskarżanie tych, którzy poddają się operacjom plastycznym kubkofob uważa za przejaw skrajnego nadmiaru wolnego czasu. Gdyby tacy ludzie mieli więcej do roboty (a już szczególnie przepracowana wiecznie młodzież w wieku szkolnym), być może zajęliby się czymś pożyteczniejszym. Długie dywagacje na temat okropności sztuczności prowadzą głównie ci, którzy mogliby zająć się uprawianiem ogródka i wspomożeniem polskiego rolnictwa. Kubkofob życzy im mocno, by tak jak najszybciej zrobili.


Czy fakt, iż te kubki stworzone są z plastiku odbiera im możliwość do spełniania swojej funkcji albo walory estetyczne?


Niech bogowie Was chronią przed podstępnymi naczyniami, najczęściej ceramicznymi, służącymi do picia napojów!

Kubkofob nie ma pojęcia o czym będzie ten blog. Żadnego. Po prostu po dłuższej analizie doszedł do wniosku, iż jego założenie sprawi mu przyjemność. Ot, taki dziecięcy kaprys, co nie zmienia faktu, że całkiem miły. Na pewno lepszy niż pragnienie wskoczenia pod samochód albo zastrzelenia iluś tam ludzi. No i łatwiejszy do zrealizowania.
Być może będzie tutaj pisać. Osobiście w to wątpi - nigdy nie był dostatecznie pracowity w tej kwestii. Prawdopodobniej blog będzie sobie wisieć przez setki lat wśród innych porzuconych blogów na jakimś blogowym wysypisku. Smutne, ale taka jest kolej rzeczy.
Jeżeli jednak w magiczny sposób się uprze i naprawdę zacznie tutaj coś pisać, nie sądzi, by dotyczyło to czegoś więcej niż jego przemyśleń na dany temat. A niestety ma zdanie na każdy temat, więc troszkę tego będzie. Jeśli mu się to nie znudzi, oczywiście.
Salut