środa, 25 czerwca 2014

Masowe tłuczenie złudzeń, czyli Homofobia w Korei Południowej

Kubkofob obiecywał sobie przez wiele tygodni, że nie podejmie tego tematu. Dlaczego? Bo, choć temat znośny, umożliwiający znaczne rozpisanie się i dobrze przez kubkofoba znany, to nie można zignorować faktu, iż chyba każdy bloger zajmujący się kulturą azjatycką coś na ten temat naskrobał. Kubkofob nie lubi być wtórny. Niestety, dzisiejsza (a raczej wczorajsza) sytuacja zmieniła jego podejście.

Gdzieś we wszechświecie, w Azji, w takim małym kraiku jakim jest Korea Południowa istnieje sobie zespół 2AM. Jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych członków jest pan o wdzięcznych danych personalnych Jo Kwon. Popularność zawdzięcza wizerunkowi "tego zabawnego", parodiowaniu układów tanecznych damskich grup oraz obłędnej sympatyczności. Prawdopodobnie utrzymywałby się na rynku z takim wizerunkiem jeszcze przez kilka dobrych lat, gdyby nie jeden, drobny problem. Jo Kwon postanowił zagrać rolę draq queen w musicalu "Priscilla". Co gorsze, wcale się z tym nie krył, wręcz z entuzjazmem opowiadał o pracy na planie i o tym, jak podoba mu się rola. W koreańskim społeczeństwie zawrzało.


Jo Kwon w wydaniu koncertowym i musicalowym.
Można nazwać kubkofoba wstrętnym gejuchem, ale bardziej podoba mu się ta druga wersja.

Treść niepochlebnych komentarzy sprowadzała się mniej więcej do trzech rzeczy: wyzywania piosenkarza od "pedałów", zadawania pytań a'la "jak można chcieć przebierać się za COŚ TAKIEGO?!" oraz płaczu nad nienormalnością kraju, w którym taki musical może powstać. Głosy poparcia decyzji Jo Kwona ginęły w fali hejtu, wrzasku i dziecinnej irytacji fanów niemogących zrozumieć, iż idol może mieć inne podejście do niektórych spraw niż oni.
Doszło do tego, że o sprawie wypowiedział się sam artysta (zazwyczaj w takich sytuacjach zdanie idoli przedstawiają rzecznicy ich wytwórni). I wbrew przewidywaniom nie poprosił o zrozumienie jego ekstrawagancji ani nie przeprosił za pochopną decyzję o dołączeniu do ekipy musicalu. 


W sieci zawrzało ponownie, lecz tym razem szala poparcia przechyliła się na stronę Jo Kwona. Wszystko to za sprawą zagranicznych fanów, którzy zainteresowali się sprawą dopiero, gdy została nagłośniona. Sprawa prawdopodobnie zostanie zażegnana, wszystko ucichnie i nie byłoby w tym niemal nic ciekawego (ot, typowa akcja hejterska w homofobicznym kraju), gdyby nie jedna rzecz...

Dualizm Koreańczyków

Według wielu homofobia w Korei zupełnie nie istnieje. Nie pomagają raporty LGBT ani wypowiedzi ludzi, którzy z powodu swojej orientacji stracili pracę (!). Wszystko to za sprawą panującego przekonania, że w państwie, gdzie dwójka panów całuje się przez kartkę w programie rozrywkowym publicznej telewizji, ten problem nie istnieje.

To jest urocze...


Interesując się Koreą, można dojść do wniosku, że jest to kraj homoseksualistów. Widok chodzących za rękę, przytulających się czy klepiących się żartobliwie w tyłek mężczyzn jest na porządku dziennym. Wielu "fanów Azji", w szczególności muzyki koreańskiej, na tej podstawie stworzyło sobie w głowie wizję państwa, w którym wszyscy wszystkich akceptują, nikt nie pali żadnej tęczy, a jednorożce można spotkać na każdym rogu. Nic bardziej mylnego. Wylewnie obściskujący się mężczyźni to zwykli kumple, ukazujący koreańskie postrzeganie "męskiej przyjaźni". To, co u nas jest akceptowane przez konserwatystów jedynie w przypadku kobiet (trzymanie się za dłonie, pocałunki w policzek etc.), tam pochwalane jest również u mężczyzn. Wydawałoby się, że w państwie, gdzie panują podobne zwyczaje, zaakceptowanie homoseksualistów nie powinno sprawić większych problemów. Niestety nie.

...a to już nienormalne.

Kubkofob musi z przykrością stwierdzić, że w porównaniu do Korei sytuacja osób związanych z queer w Polsce jest rajem. Utopią. W naszym kraju za coming out można najwyżej zostać zruganym przez rodziców albo pobitym przez grupkę pijanych panów z Ruchu Narodowego. Tak, co najwyżej. W Korei traci się powszechny szacunek, a w przypadku dopuszczenia się czynu homoseksualnego w wojsku - skazywanym jest się na karę więzienia. Co prawda, niemal nikt tutaj nie bije heterosceptyków ani nie używa mowy nienawiści (pomijając, rzecz jasna, Internet), jednak są skazywani na społeczne wykluczenie. Wynika to ze specyficznego podejścia Koreańczyków, którzy boją się czymkolwiek obrazić homoseksualistów, więc po prostu unikają wchodzenia z nimi w głębsze relacje, oraz oburzenia z faktu, iż heterosceptycy odrzucają swoje role społeczne. Szczególnie drastyczne jest to dla koreańskich lesbijek, które, nie mogąc spełnić tradycyjnych powinności względem kraju takimi jak stworzenie normalnej rodziny czy urodzenie dzieci, pod naciskiem rodziny wchodzą w heteroseksualne związki. 
Teoretycznie podejście Koreańczyków do homoseksualizmu jest względnie neutralne, praktycznie większość reaguje dość agresywnie, kiedy okazuje się, że ich idol albo członek rodziny nie jest taki, jaki powinien być.

Popieranie LGBT 

Hipokryzja vol. 2 - na to fanki piszczą,
W tym momencie warto wspomnieć o ataku, jakiego ofiarą padł inny popularny piosenkarz, Kim Jonghyun z zespołu SHINee w grudniu ubiegłego roku. Wokalista wsparł mniejszości m.in. poprzez opublikowanie wiadomości napisanej przez transseksualną, biseksualną studentkę oraz bezpośrednie udzielenie jej wsparcia Uniwersytetu Sungkonghoe.
Społeczność nie wiedziała jak zareagować. Nie był to zwykły protest prześladowanej jednostki, został on poparty przez jednego z czołowych przedstawicieli k-popu. Mimo że ten gatunek muzyki wydaje się być kierowany głównie do młodych, w Korei słuchają go zarówno dzieci, jak i ich rodzice. Doszło do starcia poglądów osób konserwatywnych, traktujących odmienną płeć kulturową czy orientację jako c o ś nienaturalnego, co przyszło z zagranicy oraz otwartych, zdenerwowanych dyskryminacją ze względu na cokolwiek ludzi.
a przyłączenie się do sprzeciwu wobec dyskryminacji już jest obrzydliwe.
Również podzieliła się frakcja fanowska. Oczywiście, w większości słuchaczki SHINee poparły wystąpienie idola, tłumacząc je empatią, jednak pojawiły się również głosy mu przeciwne. W tym przypadku kubkofob zaobserwował ciekawe zjawisko, kiedy fanki Jonghyuna, tworzące na Fejsbóku setki fanpejdży opiewających związek wokalisty z jego kolegą z zespołu, rzucały inwektywami na wszystko, co związane z queer.


Co dalej?

Kubkofob ma nadzieję, że będzie mógł sobie
kiedyś kupić taki kubek w Korei.
Podczas wgłębiania się w stosunek Koreańczyków do "odmienności" można spostrzec jedną rzecz - Korea nie jest jeszcze gotowa, by je zaakceptować. Gdy dziesięć lat temu w pobliskiej Japonii prym wiodły produkcje (np. Sailor Moon), w których wątki queerowskie występowały w większym stężeniu niż we współczesnych amerykańskich serialach, Koreańczycy nie zdawali sobie sprawy, czym w ogóle jest homoseksualizm. Sam fakt, iż wielu traktuje to wciąż jako ciekawostkę przywiezioną z Zachodu, dostatecznie to potwierdza.
Z drugiej strony histeryczna reakcja na wzięcie udziału w musicalu "Priscilla" Jo Kwona, którego zdjęcia w klubie gejowskim są dostępne w sieci od dwóch miesięcy, świadczy o zwyczajnym ignorowaniu rzeczywistości. Koreańczycy wolą udawać, że czegoś nie ma, niż przyjrzeć się problemowi i go rozwiązać. Łatwo to poznać chociażby po statystykach postępowania karnego wobec żołnierzy, którzy praktykowali homoseksualizm - połowa spraw zostaje umorzona pod naciskiem rodzin, adwokatów lub samych dowódców wojskowych.
Pozornie neutralny stosunek społeczeństwa do odmienności okazuje się gorszy niż całkowity zakaz. Żadna z organizacji gejowskich nie zainteresuje się krajem, skoro nikt otwarcie nie łamie w nim praw człowieka. Kubkofob może mieć więc jedynie cichą nadzieję, iż więcej idoli zaangażuje się w obronę osób LGBT - w Korei bowiem to oni wydają się mieć decydujący głos.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz